Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Blask ostatecznego kresu - Fabryka Słów

  „Blask   ostatecznego kresu” to wspaniałe i satysfakcjonujące zakończenie naprawdę genialnej trylogii obfitej w fascynujące postaci, potwory, cudownego,   rozbudowanego świata, oraz fabuły, która niejednokrotnie powodowała przyspieszone bicia serca i dała nam wiele wspaniałych wydarzeń. Podobało mi się, jak Islington połączył wszystkie elementy układanki, o których wspominał w całej trylogii. Byłem pod wrażeniem tego, jak pełne i kompletne okazało się zakończenie tej książki i serii. Jednak nadal to wykreowany świat oraz historia robią tutaj największe wrażenie! Zawarte w nich elementy takie jak poznanie swojego losu, alternatywne płaszczyzny egzystencji, gdzie czas nie rządzi się normalnymi zasadami. W tej książce jest też mnóstwo akcji i myślę, że ten element jest jej największą siłą. Islington ma talent do wciągania nas w sam środek konfliktu, abyśmy mogli zobaczyć realne konsekwencje działań militarnych. A te często bywają tragiczne. Koejną zaletą książki są jej bohaterowie.

Star Wars: Doktor Aphra Szczęście i los - EGMONT

 


Gwiezdne Wojny pokochałem od pierwszego seansu „Nowej Nadziei”. Każdy seans kolejnych filmów był dla mnie wielkim wydarzeniem, potem doszły do tego gry, książki i komiksy. Nieodłącznymi elementami przygód w tej space operze były moc i miecze świetlne. Mimo to mnie zawsze fascynowały te elementy, które pomijały te dwa aspekty.

I jedną z takich pozycji jest najnowszy „starłorsowy” komiks wydany przez EGMONT. „Star Wars: Doktor Aphra” bo o nim mowa opowiada o przygodach pani archeolog, tytułowej Doktor Arpha. Poszukuje ona legendarnych pierścieni, które dają swojemu nosicielowi potężne moce. Oczywiście sprawy muszą się skomplikować,  nasza bohaterka spotka na swej drodze masę niedogodności, w tym innych poszukiwaczy, zdrajców i zastawione pułapki.

Zacznijmy od samej fabuły. O ile sam temat przewodni wydawał mi się naprawdę ciekawy – wróciły nawet wspomnienia z rozgrywki w KOTORa i chęć eksploatacji dawnych świątyń Sithów – to tak naprawdę opowiedziana historia mnie nie zachwyciła. Nie ma tutaj nic co by mogło nas zaskoczyć. Kolejne etapy podróży idą jak po sznurku, odpowiedzi na zadane pytania szybko odnajdują się same, nie ma tutaj nic po czym byśmy stwierdzili „o to było niezłe”, „tego się nie spodziewałem. Jedynie na pochwałę zasługuje ciekawy motyw zaginionego miasta Vaale (no właśnie czy na pewno zaginionego, bo bohaterowie odnaleźli je dosyć szybko), szkoda tylko, że go nie rozwinięto.


Ciekawie za to prezentuje się tytułowa Doktor Aphra. Mamy tutaj żeński odpowiednik Indiany Jonesa i to w pozytywnym znaczeniu. Aphra to zadziora, która musi postawić na swoim, potrafi przechytrzyć przeciwnika, kieruje się swoimi, niekiedy pokrętnymi zasadami oraz potrafi dostosować się do obecnej sytuacji. Zdecydowanie, główna bohaterka należy do jasnej strony tego komiksu. Niestety, nie można tego powiedzieć o pozostałych postaciach, te są najczęściej bezbarwne i bez polotu.

Pierwszy tom przygód pani archeolog mnie nie zachwycił. Są tutaj jasne strony, które dodają kolorytu całej historii i dają cień nadziei na to, że historia się rozhula., jednak jest ich zdecydowanie mniej niż wad. Nie oznacza to jednak, że pożegnam się z tą serią. Dam jej jeszcze szansę, ponieważ jest nadzieja, że będzie lepiej.

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji. 

Komentarze

Popularne posty

Łączna liczba wyświetleń