"Horyzont" Jakub Małecki


"Horyzont"
Jakub Małecki
Wydawnictwo Sine Qua Non
Kraków 2019


Jakub Małecki i „Horyzont”. Zestaw idealny. Książka gigantycznie dobra. Myślałam, że poprzeczka już nie zostanie podniesiona. Osiągnęła szczyt. Panie Jakubie, ta recenzja, to moje podziękowanie. To dzieło wzrusza, opanowując każdą strefę myśli. Wybitnie tarmosi czytelniczą wyobraźnię. Wskoczyłam w to całkowicie. Mój zachwyt „rozciąga się daleko za Horyzont”. 

W jeden wieczór zapoznałam się z niesamowitymi osobami – Zuzką i Mańkiem. On – były saper, snując opowieści o swoim życiu, rozwalił mnie na łopatki. Wracając do świata żywych, zrozumiał, jak trudne jest życie w czasie rzeczywistym. Bohaterstwo zniknęło za mgłą. Własne ja, powracające do świata z przeszłości, stało się małe i nieosiągalne. Zuza – postać, która wydawać by się mogło żyje chwilą. Nic bardziej mylnego. Wcielenie się w rolę Elżbiety – matki, niczym wehikuł czasu, przenosi ją do historii nieznanych, na które stara się uzyskać odpowiedzi. Pomaga jej w tym Maniek. Pomagają sobie wzajemnie – w życiu, w przetrwaniu, w byciu. Ich więź z otoczeniem i sobą zacieśnia się. 

Najpiękniej ukazała się tutaj tęsknota, odwaga i przyjaźń. Te trzy są przepisem, by odnaleźć siebie – krok po kroku, kawałek po kawałku. Nie za szybko. To nie jest łatwe zadanie. 

„Noc niezauważenie przechodzi w dzień, a dzień w noc, i raczej nikogo specjalnie to nie interesuje. Wszystko toczy się własnym, niezauważalnym rytmem – słońca po prostu nie ma, a zaraz potem jest, by wieczorem, ukryte za budynkami, z powrotem po cichu zniknąć”. To życie Mańka. Jego trudności, próbujące ujrzeć światło dzienne i chowające się z byle powodu, gdzieś, byle się schować. Ukryć się przed samym sobą – to najtrudniejsze zadanie. Zaszyć się w plątaninie myśli, próbując wrócić do żywych. Wojna sprawia, że każdy umiera. Dosłownie i w przenośni. Najtrudniej zaś odżyć, tkwiąc w próżni życia. Pan Jakub Małecki w doskonały sposób – w dialogach, relacjach międzyludzkich udowodnił, jakie spustoszenie sieje zespół stresu pourazowego. 

„Kiedyś, jak każdy, marzyłem, żeby nie musieć nic robić. Gdybym spotkał tamtego dawnego siebie, poprosiłbym go, żeby marzył o czymś innym”. „Horyzont” w niebagatelny sposób przedstawia płynący czas. Nic nie da się cofnąć. Wszystko szaleńczo biegnie do przodu. Uciekają lata, zdrowie, zmieniają się priorytety, giną ludzie, pozostają tylko wspomnienia. Wszystko zaś to rysa, o ogromnej wartości. 

„Żadna to różnica, czy takie samo życie jak moje przeżywa równocześnie dziesięć czy może dziesięć milionów osób”. Tutaj najbardziej zlokalizowałam swoje myśli. Nasze tu i teraz – dla nas tak ważne, w skali globalnej staje się niczym. Rodzinna tragedia Zuzy, tajemniczy cmentarz, historia babci, koledzy z wojska, śmierć – nikną. Niestety. Po tragedii „niebo nad Afganistanem wygląda tak samo”.

„Nie rozumiem, jak te dwa światy, ten i tamten, mogłyby mieć ze sobą cokolwiek wspólnego, nie rozumiem, dlaczego, zanim poleciałem do Afganu, nikt mi o tej przepaści nie powiedział”.  Jak zawsze, autor pozostawia nas z milionem pytań. Pytań, które kierujemy głównie sami sobie. Można dyskutować, analizować te słowa bezustannie. Takie są dzieła Pana Jakuba.

Zobacz również:
- "Nikt nie idzie" Jakub Małecki
- "Dygot" Jakub Małecki
- "Dżozef" Jakub Małecki 

Komentarze

Popularne posty

Łączna liczba wyświetleń