Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Blask ostatecznego kresu - Fabryka Słów

  „Blask   ostatecznego kresu” to wspaniałe i satysfakcjonujące zakończenie naprawdę genialnej trylogii obfitej w fascynujące postaci, potwory, cudownego,   rozbudowanego świata, oraz fabuły, która niejednokrotnie powodowała przyspieszone bicia serca i dała nam wiele wspaniałych wydarzeń. Podobało mi się, jak Islington połączył wszystkie elementy układanki, o których wspominał w całej trylogii. Byłem pod wrażeniem tego, jak pełne i kompletne okazało się zakończenie tej książki i serii. Jednak nadal to wykreowany świat oraz historia robią tutaj największe wrażenie! Zawarte w nich elementy takie jak poznanie swojego losu, alternatywne płaszczyzny egzystencji, gdzie czas nie rządzi się normalnymi zasadami. W tej książce jest też mnóstwo akcji i myślę, że ten element jest jej największą siłą. Islington ma talent do wciągania nas w sam środek konfliktu, abyśmy mogli zobaczyć realne konsekwencje działań militarnych. A te często bywają tragiczne. Koejną zaletą książki są jej bohaterowie.

"Nikt nie idzie" Jakub Małecki


"Nikt nie idzie"
Jakub Małecki
Wydawnictwo Sine Qua Non
Kraków 2018


Są książki, które trafiają na listę bestsellerów bezpodstawnie i zbyt szybko.  Triumfalnie sięgasz po nie, by szybko zapomnieć. Pokrywa je kurz i doza rozczarowania.

Są książki, które owszem, wysokie rankingi znają, ale jest to uzasadnione i bezbłędnie cudowne. Ciężko jest znaleźć taką ofertę. Trudno  jest odkryć książkę, tekst, przesłanie autora, które naprawdę i w stu procentach są wyśmienicie dobre. „Dygot” i „Rdza”, które spotkałam, sugerowały mi, że warto, a nawet trzeba uśmiechnąć się w stronę Jakuba Małeckiego. Złapałam za „Nikt nie idzie” zbyt późno. Zamarłam. Jestem wstrząśnięta doszczętnie. Nie mogę przestać myśleć o tej historii – prostej, lecz dogłębnie prawdziwej. Nie mogę i nie chcę zapomnieć. Te słowa powoli wnikają w moją świadomość, powoli uświadamiają mi – że to literatura z górnej półki. Moc słowa ma wydźwięk kolosalny. Chciałabym Was bardzo zachęcić do lektury. Nie jest to łatwe zadanie, ale zróbcie to dla siebie, dla bliskich i nieznajomych. Przeczytajcie, by napełnić się dobrem, by zacząć widzieć to, co zasłonięte, stanowiło największą wartość w Waszym życiu. 

Już od pierwszych stron wejdziecie w kameralny świat uczuć. Każdy z bohaterów to pudełko wypełnione po brzegi sentymentalizmem. Ktoś coś traci, ktoś zyskuje. Marzenka – maniaczka fotografii fontann – traci część siebie, zyskując czas dla tego najważniejszego. Poświęca się, myślami brnąc do Antoniego – pilota. Antoni traci najwięcej. Wzbija się w powietrze i powoli spada. Jest też Klemens – zamknięty w sobie, otoczony balonami, który gromadzi w sobie wszystko: dobro i zło, tak trudne do odróżnienia dla niego i ogromne pokłady miłości, wiary i odwagi. Gdzieś w tym wszystkim jest zgubiona mama i tato, odnaleziona zaś Olga, która przypadkiem chce pomóc, nie bojąc się wyciągnąć dłoń ku trudnym decyzjom. Olga jest mistrzem szukania i gubienia jednocześnie. Traci miłość, nadzieję na największe szczęście, zyskując Klemensa. Klemensa i balony na niebie. Subtelność słów, nierozbudowana historia to majstersztyk przekazu. Kruchość emocji, kruchość życia i nas – to nadzwyczajny zabieg Jakuba Małeckiego. Stwarza przestrzeń, która nie daje spać, która wwierca się w myśli, słowa, emocje. Tak jak Japonia dla jednego z bohaterów, tak „Nikt nie idzie” stało się moją obsesją. Polecam ją każdemu i w każdej sytuacji. Chcę z bliskimi rozmawiać o intrygującej rzeczywistości książki. Pragnę dyskutować o wnioskach, porównaniach, odniesieniach. Chcę nucić magię tej książki. Czytam od wielu lat i sporo. Kocham książki. „Nikt nie idzie” stoi na podium. 

Wychodzisz z domu, idziesz na spacer, zwykłe zakupy, odwiedzić znajomych czy babcię. Nie wiesz, co czeka za rogiem, nie wiesz kogo spotkasz i w jakiej sytuacji. Ludzkie drogi krzyżują się w najdziwniejszych momentach. To ewidentnie widać u Jakuba Małeckiego. Olga widzi Klemensa po raz pierwszy, jest on dla niej tajemnicą – chłopcem/mężczyzną z balonikami. Ich światy są zamknięte. Zupełnym przypadkiem, podczas okropnej tragedii - ścieżki łączą się. Połączenie to ma cel. Jak wszystkie małe momenty w życiu. Takie spotkania to rozsypane wspomnienia, które łączą się w całość. Trzeba dać tylko czasowi czas, by zauważyć prawdziwy ciąg przyczynowo-skutkowy, by zauważyć sens. „Gdzieś są słowa niewypowiedziane, niespełnione relacje oraz gesty zawieszone między dwojgiem bliskich i obcych sobie ludzi. Wielkie miasto wypełniają miłość i samotność”. Złapcie „Nikt nie idzie” w dłonie, usiądźcie na przypadkowej ławce i czytajcie. Podczas tej czynności spójrzcie na otaczający Was świat i ludzi. Może przypadkiem połączy Was hipnoza. Może ta chwila pozostanie z Wami na długo. Dłużej niż sami byście się spodziewali.  

Zobacz również:
- "Dygot" Jakub Małecki  

- "Dżozef" Jakub Małecki  
- "Horyzont" Jakub Małecki  

Komentarze

Popularne posty

Łączna liczba wyświetleń