"Pułapka Tesli" Andrzej Ziemiański


"Pułapka Tesli"
Andrzej Ziemiański
Fabryka Słów

„Pułapka Tesli” Andrzeja Ziemiańskiego to zbiór pięciu opowiadań, zahaczających o science-fiction, kryminał, thriller oraz horror. Od razu powiem, że każdej historii daleko do doskonałości, mimo to intrygują one na tyle, aby czytało się z zaciekawieniem. Mamy więc tutaj krótki horror - swoistą „creepy pastę”, z dość przewidywalnym zakończeniem, następnie opowieść o policjantce ścigającej domniemanego zabójcę kobiet – szybko zrobi się dziwnie i nieszablonowo, ale groteskowość fabuły wcale nie jest tutaj wadą – wręcz przeciwnie. Później przejdziemy do opowiadania tytułowego – „Pułapka Tesli” skupia się na przeplataniu teraźniejszości z przeszłością oraz na ukazaniu relacji Tesli z innymi wynalazcami tamtego okresu. Tutaj akurat spodobało mi się odzwierciedlenie prawdziwych postaci i wydarzeń oraz ich wiarygodne osadzenie w fikcyjnej historii – widać, że autor odrobił pracę domową z dziedziny piorunów kulistych. Poza tym pojawi się też pewien płatny zabójca, otrzymujący zlecenie zlikwidowania tytułowego geniusza, lecz aby tego dokonać konieczna będzie podróż w czasie – więcej nie zdradzę. Lecimy dalej, opowieść o przyszłości z motywami rodem z „Terminatora” – młody chłopak ochraniany przez dwójkę nieznajomych, który jest zbyt ważny, aby zginąć. Na zakończenie pozostaje opowiadanie traktujące o lekarzu-cudotwórcy, ratującym beznadziejne przypadki w klinice psychiatrycznej, korzystającym ze świata snu niczym w „Incepcji”. Tutaj zadamy sobie pytanie o granice ludzkiego umysłu zarówno na jawie jak i we śnie. 

Wszystkie historie łączy przeplatanie wielu ram czasowych, motyw Wrocławia, przewijającego się choćby nieśmiało w tle, wszystkie też (może z wyjątkiem pierwszej) w moim odczuciu rozwijają się w ciekawym kierunku, niejako żyją własnym życiem – nie wiadomo, w którą stronę historie te nas zaprowadzą. Niestety, co już takie fajne nie jest, wszystkie historie po przeczytaniu nie satysfakcjonują w wystarczającym stopniu. Zupełnie jakby zakończenie było zbyt otwarte, albo zbyt enigmatyczne, albo w ogóle zastanawiamy się, czemu tak naprawdę miała służyć ta historia. Dodatkowe zarzuty jakie mam to zbyt płascy i bezpłciowi bohaterowie (z nielicznymi wyjątkami) oraz nierówne dialogi, w najgorszych momentach osiągające poziom „Trudnych spraw” – szczytem są wielokrotne powtórzenia tej samej informacji jakby czytelnik nie był w stanie zapamiętać tego, co przeczytał na poprzedniej stronie. 

Dobra, wystarczy, już, bo wyjdzie, że się czepiam, a tak naprawdę czerpałem z tej książki przyjemność. To jest lekturą w sam raz na podróż pociągiem, którą pochłaniamy z zaciekawieniem, by po jej ukończeniu wysiąść na końcowej stacji i o niej zapomnieć. Chyba, że traficie do Wrocławia...

Za książkę dziękujemy Wydawnictwu Fabryka Słów. 

Komentarze

Popularne posty

Łączna liczba wyświetleń