Snowpiercer: sezon 1

 


Są seriale, o których jest cały czas głośno, a informacje o nich wychodzą nawet z lodówki. Są i takie tytuły, które przeszły bokiem i nie przypominam sobie nawet żebym o nich wcześniej słyszał. Świat postapo, zamknięte społeczeństwo, podział klasowy w nowym świecie. Aż dziw, że na serial ten uwagę bardziej zwróciła moja żona, a ja początkowo przeszedłem obok niego obojętnie. Jednak warto słuchać kobiet ;)

Świat zamarzł, jak się domyślacie, człowiek miał w tym niemały wpływ. Temperatura spadała coraz niżej, dla świata nie ma już nadziei. Ratunkiem okazuje się Pan Wilford, który wybudował pociąg o tysiącu i jeden wagonach, tzw. Arkę, która ma uratować ostatnich ludzi. Pociąg podzielony jest na kilka klas. „Mieszkańcy” pierwszej i drugiej posiadają najwięcej udogodnień i uprzywilejowań. Aby znaleźć się w tej strefie należało wcześniej wykupić bilety. W biedniejszej, trzeciej klasie znalazły się osoby, które mogą znaleźć się w Arce w zamian za pracę. Zajmują się oni hodowlą zwierząt, warzyw i innymi działami gospodarki niezbędnymi do przetrwania. Wszystko wydaje się idealnie zaplanowane, jednak wola przetrwania przeważa nad spisanymi zasadami i tuż przed odjazdem pociągu do Arki dostają się osoby, które nie wykupiły biletów ani nie załapali się do trzeciej klasy. Tworzą oni tzw. „ogon”, społeczeństwo niechciane, ograniczane i pozbawione większości praw. Pewnego dnia jeden z „ogoniarzy”, Layton otrzymuje zlecenie rozwiązania sprawy morderstwa.

Ogromną zaletą „Snowpircera” jest przedstawiona historia i świat, w którym się ona rozgrywa. O ile motyw zamkniętego społeczeństwa w apokaliptycznym świecie nie jest niczym nowym, to ciekawie wygląda sama koncepcja podróży w pociągu. Czuć tutaj klimat ograniczenia przestrzeni życiowej, szczególnie w momencie przerywników ukazujących pociąg o tysiącu i jeden wagonach na tle zamarzniętych połaci terenu lub miast. Paradoksalnie jedną z niewielu wad, jest ograniczenie miejsca, w którym rozgrywa się fabuła. Mianowicie, kilkukrotnie powtarza się nam o tym, że pociąg ma te tysiąc i jeden wagonów, a poznajemy zaledwie kilka, może kilkanaście z nich, z czego większość scen to pięć głównych lokacji. Rzuca się to w oczy i niestety nie pozwala w pełni odczuć tego jak skomplikowany i rozbudowany jest tytułowy Snowpiercer.

Na plus można zaliczyć również grę aktorską, szczególnie dobrze wypadła Jennifer Connelly jako Melanie Cavill - zarządzająca Snowpiercerem w imieniu Pana Wilforda. Teoretycznie główna antagonistka została dobrze odegrana, a jej motywy pasują do przedstawionej sytuacji i wydarzeń. Mimo wielu kontrowersji często możemy się zgodzić z jej zachowaniem i decyzjami. Jeżeli chodzi o grę aktorską to do pozostałych postaci również nie można mieć zastrzeżeń. Każdy z bohaterów to zupełnie inna postać, wyjątkowa i niepowtarzająca się, idealnie wpasowującą się w reprezentowaną część społeczeństwa.

Jedną z niewielu wad serialu są efekty graficzne ukazujące przestrzeń poza pociągiem. Krótko mówiąc są one słabej jakości i mocno odbiegają od wysokiego poziomu serialu. Miejmy nadzieję, że w przyszłości efekty wypadną lepiej.

Podsumowując „Snowpiercer” jest dla mnie ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem. Ciekawa i wciągająca fabuła, oryginalne postaci są zdecydowanie dużą zaletą tego serialu. Z tytułu, od którego nie oczekiwałem zupełnie niczego, „Snowpiercer” stał się serialem na którego kontynuację czekam z utęsknieniem.

Komentarze

Popularne posty

Łączna liczba wyświetleń