Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Mix Tura - Muduko

  Życie pokazało, że w pracy mogą od nas wymagać wielu różnych i dziwnych rzeczy. Nic nie przebije jednak tego co spotka nas w grze Mix tura. Oto bowiem wcielamy się w niej w gobliny, które testują dla Wiedźmy przeróżne eliksiry. Nie oszukujmy się, nie uświadczymy tu żadnych zasad BHP, ba co więcej – większość płynów, które wypijemy przenoszą nas na „tamten świat”. Ale spokojnie, niejednokrotnie wrócimy do żywych. N wstępie rozgrywki każdy z graczy otrzymuje cztery eliksiry, jeden zabójczy i trzy bezpieczne (w późniejszym czasie stosunek ten zmieni się na jeden do jednego) oraz pojedyncze antidotum. Ustawiamy je rewersem do góry. Podczas swojej tury gracz ciągnie kartę ze stosu i odczytuje instrukcję w niej zawartą. Każdy z graczy, którego dotyczy odczytany tekst pije jeden ze swoich eliksirów. Jeżeli wybrał bezpieczny może spać spokojnie (do czasu), jeżeli ten drugi to… no cóż odwraca swoją kartę goblina na stronę ducha. Od teraz nie pije eliksirów, jednak gdy przyjdzie jego kolej n

"Slade House" David Mitchell

 

Z ogromną chęcią zaangażowaliśmy się w Kafkański Abonament Wygłodniałego Czytelnika! Ciągle czujemy książkowy głód i wspieramy ludzi, którzy kochają książki całym swoim sercem. Ta Księgarnia w Toruniu to coś pięknego! Kiedy przyszła do nas pierwsza paczka niespodzianka – cieszyliśmy się jak dzieci. Serio! Do tego stopnia, że właśnie oczekujemy na kolejną – już zacieramy rączki – jutro powinna być z nami. Taki Abonament Wygłodniałego Czytelnika pozwala rozszerzać czytelnicze horyzonty, a propozycje, które podsyłają pracownicy Kafki i Spółka są przez nich sprawdzone. Świetna sprawa. Tak trafił do nas „Slade House”, po którego pewnie bym nie sięgnęła, a tak wyruszyłam w niesamowitą przygodę.

Nie czuję się kompetentna, by recenzować ową książkę. Jest ona dla mnie perłą, wśród tych, które już czytałam w swoim życiu, ale wiem, że muszę przysiąść do niej jeszcze co najmniej jeden raz, by zrozumieć w całości, by wynieść z niej jak najwięcej. Osobiście, nie była to dla mnie łatwa lektura, ale… wtopiłam się w nią całkowicie. Przewracałam strona za stroną, odczuwałam nieziemski niepokój i wiedziałam, że za rogiem czai się spore zagrożenie. Klimat jaki stworzył David Mitchell jest po prostu nie do podrobienia. Robotę robi fabuła, postaci i sposób, w jaki napisany jest „Slade House”. Jak dla mnie to język naprawdę dopracowany, wiele tutaj szczegółów, odniesień. Na każdej stronie wylewa się inteligencja twórcy. Choć możesz pomyśleć, że to książka nie dla Ciebie – nic bardziej mylnego. Uważam, że każdy znajdzie w niej cząstkę siebie.

To była uczta wyobraźni. Zdecydowanie. Czuję, że nie do końca zrozumiałam samo zakończenie, które dla mnie było otwartą księgą. Pragnę jeszcze raz sięgnąć po to dzieło, by zrozumieć bardziej. Z chęcią zaangażowałabym się w jakąś dyskusję, by przeanalizować swój tok myślenia.

Lektura zagwarantuje Wam powiew niepokojącej grozy. Jest tutaj tajemnicze wejście do Slade House. Drzwi otwierają się tylko co jakiś czas. Zaproszeni goście, są tymi wybranymi. Pragną tam być. Po czasie ich odczucia diametralnie się zmieniają. Wtedy już nie ma ucieczki. Każda zaś osoba, która pozna tajemnicę tego miejsca, jest połączona z kolejną, która ma to miejsce poznać.

„- Dziećmi, które żyją w swoim własnym czasie, robią swoje rzeczy, a ja je podsłuchuję. Jakby skrzyżowały się linie telefoniczne naszych czasów. Ściana między naszym „teraz” i ich „teraz” jest cieniutka. I tyle”. Zostawiam Was z tym cytatem, by zachęcić, że naprawdę warto.   

 

Komentarze

Popularne posty

Łączna liczba wyświetleń