Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Zwycięstwo - recenzja - EGMONT

Rosyjska agresja na Ukrainę w każdym z nas odbiła swoje piętno. Każdy z nas w jakiś sposób przeżywał to co działo i dzieje się za naszą wschodnią granicą. Nic dziwnego zatem, że znalazły się osoby, które uczucia te przelały na karty komiksu. Tak powstał zbiór komiksowych opowieści „Zwycięstwo”. Znajdziemy tutaj dziewięć mniej lub bardziej znanych historii ze wschodniego frontu. Przypomnimy sobie np. postaci fikcyjne jak „Duch Kijowa”, który napawał strachem rosyjskich lotników, zobaczymy przygodę traktorka, który holował czołg, weźmiemy udział w obronie Wyspy Węży czy też poznamy drogę kradzionej lodówki na tereny Syberii. Każda z opowieści ma inny wydźwięk, styl artystyczny, ton wydarzeń. Znajdziemy tutaj zarówno trochę baśni, fantastyki jak i realnej walki. Oczywiście każdy z komiksów ma wydźwięk propagandowy czego oczywiście należało się spodziewać po tego typu tytule. Znajdziemy tutaj propagandowe historie ku pokrzepieniu serc, obrazujące bohaterską walkę z najeźdźcą, jak i ośmies

"Slade House" David Mitchell

 

Z ogromną chęcią zaangażowaliśmy się w Kafkański Abonament Wygłodniałego Czytelnika! Ciągle czujemy książkowy głód i wspieramy ludzi, którzy kochają książki całym swoim sercem. Ta Księgarnia w Toruniu to coś pięknego! Kiedy przyszła do nas pierwsza paczka niespodzianka – cieszyliśmy się jak dzieci. Serio! Do tego stopnia, że właśnie oczekujemy na kolejną – już zacieramy rączki – jutro powinna być z nami. Taki Abonament Wygłodniałego Czytelnika pozwala rozszerzać czytelnicze horyzonty, a propozycje, które podsyłają pracownicy Kafki i Spółka są przez nich sprawdzone. Świetna sprawa. Tak trafił do nas „Slade House”, po którego pewnie bym nie sięgnęła, a tak wyruszyłam w niesamowitą przygodę.

Nie czuję się kompetentna, by recenzować ową książkę. Jest ona dla mnie perłą, wśród tych, które już czytałam w swoim życiu, ale wiem, że muszę przysiąść do niej jeszcze co najmniej jeden raz, by zrozumieć w całości, by wynieść z niej jak najwięcej. Osobiście, nie była to dla mnie łatwa lektura, ale… wtopiłam się w nią całkowicie. Przewracałam strona za stroną, odczuwałam nieziemski niepokój i wiedziałam, że za rogiem czai się spore zagrożenie. Klimat jaki stworzył David Mitchell jest po prostu nie do podrobienia. Robotę robi fabuła, postaci i sposób, w jaki napisany jest „Slade House”. Jak dla mnie to język naprawdę dopracowany, wiele tutaj szczegółów, odniesień. Na każdej stronie wylewa się inteligencja twórcy. Choć możesz pomyśleć, że to książka nie dla Ciebie – nic bardziej mylnego. Uważam, że każdy znajdzie w niej cząstkę siebie.

To była uczta wyobraźni. Zdecydowanie. Czuję, że nie do końca zrozumiałam samo zakończenie, które dla mnie było otwartą księgą. Pragnę jeszcze raz sięgnąć po to dzieło, by zrozumieć bardziej. Z chęcią zaangażowałabym się w jakąś dyskusję, by przeanalizować swój tok myślenia.

Lektura zagwarantuje Wam powiew niepokojącej grozy. Jest tutaj tajemnicze wejście do Slade House. Drzwi otwierają się tylko co jakiś czas. Zaproszeni goście, są tymi wybranymi. Pragną tam być. Po czasie ich odczucia diametralnie się zmieniają. Wtedy już nie ma ucieczki. Każda zaś osoba, która pozna tajemnicę tego miejsca, jest połączona z kolejną, która ma to miejsce poznać.

„- Dziećmi, które żyją w swoim własnym czasie, robią swoje rzeczy, a ja je podsłuchuję. Jakby skrzyżowały się linie telefoniczne naszych czasów. Ściana między naszym „teraz” i ich „teraz” jest cieniutka. I tyle”. Zostawiam Was z tym cytatem, by zachęcić, że naprawdę warto.   

 

Komentarze

Popularne posty

Łączna liczba wyświetleń