Warrior Nun


Warrior Nun to serial, który posiada dwa oblicza. Jedno z nich odrzuca i zniechęca do dalszego oglądania, drugie zaś intryguje i wciąga tak, że chciałoby się więcej i więcej. Ale po kolei…

Serial opowiada nam historię Avy, która w kostnicy w zupełnie przypadkowych okolicznościach zostaje wskrzeszona za pomocą Aureoli, anielskiego artefaktu, który daje jej nadprzyrodzone moce. Wydawałoby się, że nie mogło jej spotkać nic lepszego, jednak sytuacja ta sprawia, że zostaje członkinią tajnego zakonu walczącego z piekielnymi mocami.

Tak jak pisałem, serial ma dwa oblicza. Z tych gorszych wymienić należy przede wszystkim główną bohaterkę Avę. No cóż, coś tutaj poszło nie tak. Rozumiem, że dziewiętnastolatka, która w swoim pierwszym życiu była przykuta do łóżka, po zmartwychwstaniu może głupieć ze szczęścia i szaleć do woli. Ok, nie dziwię się. Tutaj mamy jednak momentami pokaz słodkiej idiotki, która nie grzeszy inteligencją. Dodajmy do tego infantylne monologi wypowiadane przez Avę w myślach i mamy gotową katastrofę, W późniejszych odcinkach ta postać staje się dojrzalsza i wypada lepiej. Widoczna zmiana na plus zaczęła się po zakończeniu (zupełnie zbędnego moim zdaniem) wątku romantycznego oraz skupieniu się na głównym wątku fabuły, co na szczęście pozwala nam zapomnieć o babolach z pierwszych odcinków.

Niestety pozostałe postaci również nie wypadły najlepiej. Mowa tutaj głównie o sztywnych dialogach. Matko, jakie te teksty były drewniane i nienaturalnie wypowiadane. Szkoda, bo w stworzonych bohaterach był potencjał i mogli być oni dużą zaletą serialu.

Wady wymienione powyżej dominowały w pierwszych odcinkach sezonu i bardzo zniechęcały do oglądania kolejnych wydarzeń. Sam się zastanawiałem, czy nie zrezygnować z dalszego seansu. Na szczęście po zakończeniu tragicznie słabego wątku romantycznego serial zaczął wjeżdżać na właściwe tory.

Po pierwsze zniknęły głupkowate monologi głównej bohaterki. Chwała temu, który podjął decyzję o zrezygnowaniu z tego elementu. Co prawda dialogi nadal pozostały sztywne i sztuczne, jednak zeszły one na dalszy plan przy ciekawie rozwijającej się fabule. Tak, w pewnym momencie historia naprawdę rozwijała się w dobrym kierunku. Zaczęło się dziać po prostu więcej, lepiej poznaliśmy samą historię zakonu, mogliśmy w końcu odczuć klimat mistycyzmu i tajemnicy, a do tego znalazło się kilka niewielkich twistów fabularnych. Szkoda tylko, że tak mało zobaczyliśmy scen walk, które wyglądały całkiem przyjemnie, choć zdarzały się momenty, że widać było brak płynności przy kolejnych ruchach. Cóż, może habity przeszkadzały ;) Nareszcie skupiono się na opowiedzeniu historii zakonu, jej członkiń oraz walki dobra ze ze złem, zamiast skupiać się na nic niewnoszącym przelotnym romansie. Dobry krok, który uratował całość.

Warrior Nun to serial, który ma w sobie duży potencjał. Przede wszystkim ciekawa fabuła i klimat mistycyzmu robi tutaj robotę. Początek był tragiczny i zapewne zniechęcił wielu widzów. Myślę jednak, że mimo kilku dużych wad serial warto obejrzeć, tym bardziej, że zakończenie pierwszego sezonu było całkiem ciekawe. Jeżeli twórcy serialu i aktorzy wyeliminują najważniejsze błędy i skupią się na rozwinięciu poziomu fabuły i klimatu to drugi sezon może wyjść naprawdę dobrze.




Komentarze

Popularne posty

Łączna liczba wyświetleń