Przeklęta sezon 1



Serial „Przeklęta” na nowo przedstawia klasyczną już historię o Królu Arturze, a raczej jej początek. Główną bohaterką jest tutaj Nimue, młoda czarodziejka rasy Fey'ów. Przyszło jej żyć w ciężkich czasach albowiem Fey'owie oraz i inne rasy człekopodobne prześladowane są przez chrześcijański zakon Paladynów. Ci z modlitwą na ustach mordują nieludzi i doszczętnie palą ich wioski. Taki sam los spotkał dom Nimue, dziewczyna zmuszona jest do ucieczki i wypełnienia ostatniej woli matki – przekazania magicznego miecza Merlinowi.

Największym mankamentem serialu jest rwana i pędząca fabuła. Wszystko dzieje się bardzo szybko i chaotycznie. Dochodziło do dziwnych sytuacji, gdy bohaterka w mgnieniu oka potrafiła się przemieścić z jednej lokacji na drugą, czy np. paladyni nagle odnajdywali swoich zamordowanych współbraci krótko po ich śmierci choć, tak naprawdę nie mieli prawa wiedzieć gdzie ich szukać. Totalne zaburzenia czasoprzestrzeni. Dodatkowym udziwnieniem były animowane przerywniki, które skracały nam fabułę i „zaoszczędzały” scen podróży itp. (w tym o zgrozo w ten sposób przedstawiono jedno niezwykle ważne wydarzenie, które miało duży wpływ na dalsze losy bohaterów). Efekt dla oka był przyjemny, chętnie nawet przeczytałbym komiks z tego typu grafiką, jednak zabieg ten spowodował jeszcze większy pęd fabuły. Może gdyby właśnie zamiast tego postawiono na wydarzenia poboczne historia nie gnałaby jak oszalała a pozwoliłaby jeszcze lepiej poznać przedstawiony świat. Pocieszeniem są ostatnie odcinki, a w szczególności ostatni, które wypadły naprawdę nieźle, były kompletne, spójne i dały nadzieję, że kolejny sezon będzie wyglądał o wiele lepiej.

Jeżeli chodzi o bohaterów to nie trafiła do mnie sama Nimue odgrywana przez Katherine Langford. Była to postać nijaka, a jej nieumiejętność wykorzystania swoich mocy wręcz dziwna. W jednej chwili potrafiła wybić grupę paladynów by jakiś czas później nie pomyśleć nawet o wykorzystaniu mocy, zupełnie jakby o niej zapomniała. Dobrze za to przedstawiona została jej przemiana wewnętrzna wraz z rozwojem fabuły oraz rozterki, które jej przy tym towarzyszyły. Było widać jak na dłoni jej walkę, wątpliwości, chwiejność charakteru. Wyglądało to naprawdę dobrze. Pozostali bohaterowie mający wpływ na bieżące wydarzenia wypadli naprawdę dobrze i przyjemnie się ich oglądało. Na szczególnie pochwały zasługują Gustaw Skarsgard jako Merlin, Daniel Sharman w roli Płaczącego Mnicha oraz Emily Coates jako Siostra Iris. Mag to postać niezwykle barwna, przebiegła i pełna intryg. Płaczący Mnich to z kolei wielki znak zapytania, wiemy o nim niewiele, a informacje dawkowane są nam niezwykle powoli. Jego dodatkowym atutem są świetne sceny walki, które wybitnie ukazują jego wyższość nad pozostałymi wojownikami. I na koniec udany debiut czyli Emily Coates odgrywającą Iris, siostrę zakonną pełną szaleństwa, buntu, pewnie i konsekwentnie dążącą do obranego celu. Trzy świetne, zapadające w pamięć role.

„Przeklęta” nie jest serialem idealnym. Fabuła jest mocno rwana, pędzi i czasami zdarzają się dziwne przeskoki w czasoprzestrzeni. Jedak im dalej w las tym jest coraz lepiej, a ostatni odcinek wciągnął mnie na dobre. Liczę na to, że drugi sezon utrzyma poziom końcówki i dostaniemy kawał dobrego serialu.


Komentarze

  1. Z Mnichem mam ten problem, że właśnie jego przemiana wydaje mi się przedstawiona najbardziej skrótowo i przez to jego wątek mocno ucierpiał. Podoba mi sie za to historia Pym, chociaż była bardzo poboczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest trochę racji z tą przemianą na skróty, do mnie jednak to trafiło. Pym? Tutaj jakoś historia nie przyciągnęła mojej uwagi ;)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty

Łączna liczba wyświetleń