Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Mix Tura - Muduko

  Życie pokazało, że w pracy mogą od nas wymagać wielu różnych i dziwnych rzeczy. Nic nie przebije jednak tego co spotka nas w grze Mix tura. Oto bowiem wcielamy się w niej w gobliny, które testują dla Wiedźmy przeróżne eliksiry. Nie oszukujmy się, nie uświadczymy tu żadnych zasad BHP, ba co więcej – większość płynów, które wypijemy przenoszą nas na „tamten świat”. Ale spokojnie, niejednokrotnie wrócimy do żywych. N wstępie rozgrywki każdy z graczy otrzymuje cztery eliksiry, jeden zabójczy i trzy bezpieczne (w późniejszym czasie stosunek ten zmieni się na jeden do jednego) oraz pojedyncze antidotum. Ustawiamy je rewersem do góry. Podczas swojej tury gracz ciągnie kartę ze stosu i odczytuje instrukcję w niej zawartą. Każdy z graczy, którego dotyczy odczytany tekst pije jeden ze swoich eliksirów. Jeżeli wybrał bezpieczny może spać spokojnie (do czasu), jeżeli ten drugi to… no cóż odwraca swoją kartę goblina na stronę ducha. Od teraz nie pije eliksirów, jednak gdy przyjdzie jego kolej n

"Kobieta w czerni. Rączka" Susan Hill

 


    Susan Hill to uznana brytyjska pisarka, a tytuł „Kobieta w Czerni” kojarzy się ze znanym filmem z Danielem Radcliffe'm. I słusznie, bo to właśnie na podstawie tej książki nakręcono film. Wywarł on na mnie dobre wrażenie. Jak wszyscy wiemy, często ekranizacje nie są tak klimatyczne i udane jak powieści. Postanowiłam więc przekonać się jak będzie w tym przypadku.

    Być może należałoby napisać dwie osobne recenzje, ponieważ oba tytuły wywarły na mnie odmienne wrażenia. Główny bohater – Arthur Kipps -  to prawnik, który ma uporządkować dokumenty zmarłej Pani Drablow. Starsza kobieta mieszkała sama w odizolowanym domu na Węgorzowych Mokradłach.

    Na podstawie opisu i odniesienia do znanego filmu spodziewałam się  mrocznego i klimatycznego ghost story. I tu spotkał mnie zawód. Ledwie przebrnęłam przez „Kobietę w Czerni”. Kilka razy miałam ochotę porzucić czytanie. Na myśl przychodziło mi tylko jedno słowo – gniot. O ile pomysł na fabułę jest ciekawy, to język w jakim Susan Hill napisała tę powieść był tak nieznośnie nudny i ciężki, że skutecznie wyhamowywał akcję i dusił emocje. Jedno zdanie na pół strony, iście poetyckie opisy otoczenia, wciąż te same emocje u bohatera, niekonsekwencja w działaniu. Wiele kwestii na minus, plusem może być samo zakończenie, w którym mamy szybszy bieg zdarzeń i dość nieoczekiwany finał. Również wybór trzęsawiska na miejsce akcji było dobrym pomysłem. Gęsta mgła, grząski grunt i odcięte od świata stare domostwo to idealna sceneria dla powieści grozy. Może gdybym nie znała filmu całość zrobiłaby na mnie lepsze wrażenie.

    Z drugiej strony mamy powieść „Rączka”. Dość enigmatyczny tytuł - nie wiedziałam czego się spodziewać. Po nieplanowanej wizycie w zapuszczonym Białym Domu naszego bohatera Adama Snowa zaczyna prześladować uczucie bycia chwytanym przez małą, dziecięcą rączkę. Z czasem w jego zachowaniu pojawiają się niebezpieczne zmiany. Aby zachować życie musi rozwiązać zagadkę rączki. Grzebanie w przeszłości okrywa mroczną tajemnicę i przynosi nieoczekiwane skutki.

    Mimo zniechęcenia po pierwszej propozycji dość szybko i łatwo wciągnęłam się w historię. O niebo lepszy odbiór i ciekawszy bohater. Nie mogę powiedzieć, żebym się przestraszyła lub miała gęsią skórkę ale z pewnością byłam zaintrygowana rozwojem wydarzeń. Zdecydowanie trudniej było się oderwać, rozwój wydarzeń nie był wcale oczywisty, a element zaskoczenia to bardzo istotny walor dobrej książki.

    W ogólnym rozrachunku książka jest całkiem przeciętna i chyba drugi raz nie chciałabym poświęcić na nią czasu.

Dziękujemy Wydawnictwu Zysk i S-ka za egzemplarz książki do recenzji.


 

 

 

Komentarze

Popularne posty

Łączna liczba wyświetleń